Łatwo nie było – zielonogórski Stelmet dopiero w ostatnich sekundach zagwarantował sobie zwycięstwo w meczu przeciwko Jeziorowi Tarnobrzeg. Doświadczenie i skupienie w ostatniej akcji dało wicemistrzom Polski wygraną 90:87, choć nie przyszło one łatwo i przyjemnie.
Mecz w tarnobrzeskiej hali na samym początku stał pod znakiem gry kosz za kosz, niekoniecznie na dużej skuteczności. Raziła jednak po oczach nieszczelna obrona zielonogórzan, okraszona bardzo dużą ilością przewinień. To pozwalało graczom Jeziora w łatwy sposób zdobywać kolejne punkty. Całe szczęście dzięki punktom Aarona Cela oraz Quintona Hosley’a zawodnicy Stelmetu ciągle dotrzymywali kroku tarnobrzeżanom. Mimo tego, goście nie potrafili wypracować sobie przewagi i po pierwszych dziesięciu minutach przegrywali 24:20. Pierwszoplanowe role w drużynie trenera Zbigniewa Pyszniaka grali Josh Miller oraz drugi Amerykanin Craig Williams.
Druga kwarta to już niestety całkowita porażka. Podopieczni Saso Filipovskiego kompletnie pogubili się w obronie, jak i w ataku. Po celnym rzucie wolnym Kevina Wysockiego Jezioro prowadziło już 28:20, a kilkadziesiąt sekund później lay-up tego samego zawodnika podwyższył prowadzenie gospodarzy na 34:23. Sytuacja, zamiast się poprawiać, wygląda coraz marniej. Po celnej „trójce” Jakuba Patoki tarnobrzeżanie mieli 14-punktową przewagę (49:35), a na koniec pierwszej połowy dystans między obiema drużynami wynosił aż 17 punktów! Druga kwarta, zakończona wynikiem 54:37 dla Jeziora. Drużyna z Winnego Grodu w żadnym stopniu nie przypominała tej samej drużyny, która jeszcze niedawno grała naprawdę ciekawy i przyjemny dla oka basket. Widoczny był brak Steve’a Burtta. Stan ten próbował nadrabiać Hosley, lecz jako zespół zielonogórzanie wyglądali po prostu słabo. Pozwalanie Jeziorowcom na ogromną ilość oddawanych rzutów, szczególnie za trzy punkty, mogłoby skończyć się klęską w dalszych etapach spotkania… Wszakże przegrana kwarty 17:30 nie napawa optymizmem.
Jezioro postraszyło… (fot. Aleksandra Krystians)
Całe szczęście trzecia kwarta, mimo iż nadal daleka była od prawdziwie pożądanego widowiska, wypadła zdecydowanie lepiej niż poprzednia, zwłaszcza w końcówce. Na trzy minuty przed końcem serial punktowy Przemysława Zamojskiego zmniejszył dystans Stelmetu do dziesięciu „oczek”. Taki stan utrzymał się tylko przez chwilę, gdyż wicemistrzowie Polski postanowili jeszcze bardziej nadrobić straty z drugiej kwarty. Doskonała dyspozycja Cela i Hosley’a – a dokładnie ich punkty w ostatniej minucie trzeciej części spotkania – ustanowiły wynik po 30 minutach na 69:66 dla gospodarzy. Aaron Cel na swoim koncie miał rekordowe już w tym sezonie 19 punktów. Hosley zdołał zgromadzić 17 „oczek”. Wygranie tej części spotkania 29:15 przez Stelmet.
Ostatnie dziesięć minut to zażarta walka o zwycięstwo. Wicemistrzowie już po minucie wyszli na prowadzenie po rzutach osobistych Hosley’a. Kilka minut później zielonogórzanie wypracowali najwyższe w całym meczu – sześciopunktowe – prowadzenie 80:74. Mimo to, gospodarze z Tarnobrzega nie myśleli o wyrwaniu sobie wygranej. Rzut wolny Josha Millera po raz kolejny wyprowadził Jezioro na prowadzenie 87:86. W ostatnich sekundach tarnobrzeżanom zabrakło jednak energii i skupienia a decydującej akcji popełnili stratę. Tymczasem – na szczęście dla Stelmetu – celna „trójka” Hosley’a oraz wolne Łukasza Koszarka przypieczętowały zwycięstwo po bardzo trudnym spotkaniu 90:87.
Jezioro Tarnobrzeg – Stelmet Zielona Góra 87:90 (24:20, 30:17, 15:29, 18:24)
Jezioro: Williams 19, Młynarski 13, Johnson 13, Kozłow 12, Miller 11, Patoka 10, Wysocki 9
Stelmet: Hosley 22, Cel 21, Zamojski 13, Troutman 12, Koszarek 11, Chanas 5, Hrycaniuk 4, Zywert 2, Johnson 0, Kucharek 0






